#2 Filmowy tydzień

Po Nowym Roku chwila odpoczynku… i świat wokół mnie znów nabrał tempa. Co za tym idzie, mniej czasu pozostaje na filmowe opowieści, ale dla chcącego nic trudnego. W minionym tygodniu zaserwowałam sobie dwie nowości oraz jeden obraz z tzw. złotego wieku Hollywood.

Joy

Joy

Do trzech razy sztuka… Poprzednie dwa filmy tria David O. Russel (reżyser) + Jennifer Lawrence (pierwszoplanowa aktorka) + Bradley Cooper (aktor) były udane. Mowa oczywiście o licznie nagradzanym Poradniku pozytywnego myślenia (2012) oraz American Hustle (2013). Niestety, tendencja spadkowa została utrzymana i tym razem dostaliśmy film zarówno słaby, jak i… nudny. Nie ma w nim ani wielkiego dramatu, ani komedii, ani nawet zwykłej tytułowej radości (ang. joy). Są za to dziury w fabule, drewniana gra aktorska w niektórych scenach (mimo zaangażowania naprawdę dobrych aktorów) oraz ugrany scenariusz pt. „od zera do milionera”. Jasne, jest to napisana przez życie historia wynalazczyni mopa – Joy Mangano – która w wyniku sukcesu tego wynalazku staje na czele imperium finansowego i zapewne nie powinnam oczekiwać fajerwerków. Od takich produkcji oczekuję jednak porywów serca, może trochę grania na emocjach, w wyniku którego jednak zaczynam sekundować głównemu bohaterowi. Odnośnikiem dobrego filmu, który jest oparty na powyższym schemacie, jest dla mnie W pogoni za szczęściem z 2006 roku z Willem Smithem w roli głównej. W Joy zabrakło tego wszystkiego, co dostałam w tamtym obrazie. Jakimś jednak cudem Jennifer Lawrence za wcielenie się w Joy Mangano po raz trzeci dostała Złotego Globa dla Najlepszej aktorki w komedii lub musicalu, a także została nominowana do Oscara. Mam wrażenie, że jest to spowodowane jedynie siłą rozpędu i przyzwyczajeniem. Występ w Joy na pewno nie był szczytem jej możliwości. Nie dziwi za to brak nagród w innych kategoriach. Konkluzja na koniec? David O. Russel  zdecydowanie stracił formę.

Ocena: 2/5

13 Rue Madeleine

13_rue_madeleine_poster

© 1947 Twentieth Century-Fox Film Corporation

Stary film szpiegowski odwołujący się do działalności amerykańskiego Biura Służb Strategicznych (Office of Strategic Services – OSS) podczas II wojny światowej [w filmie, ze względu na na obiekcje względem scenariusza, jakie wniósł William Donovan – twórca i dyrektor OSS – biuro występuje pod zmienioną nazwą: O77]. 13 Rue Madeleine jest jednym z mniej znanych amerykańskich filmów podejmujących powyższą tematykę. A szkoda, bo można w nim zobaczyć doborową obsadę (m. in. Jamesa Cagneya czy francuską aktorkę Annabellę), sam film został zaś wyreżyserowany przez znakomitego reżysera złotego wieku Hollywood – Henry’ego Hathawaya. I chociaż miejscami aktorstwo wydaje się być bardziej teatralne niż filmowe, to nadal pozostaje poczucie, że mamy do czynienia z klasykiem tamtych czasów. Film polecam przede wszystkim wielbicielom kina szpiegowskiego czy estetyki noir.

Ocena: 3/5

Nienawistna ósemka

Nienawistna_osemka

Siedmiu mężczyzn i ona jedna…, a w tle szalejąca śnieżyca.

Nienawistna ósemka to najnowszy film Quentina Tarantino, który ponownie sięga po western. Mamy tu zatem dzikie ostępy XIX-wiecznej Ameryki oraz klasycznych dla tego gatunku bohaterów: dwóch łowców głów, szeryfa, kata, poganiacza bydła, generała z czasów wojny secesyjnej (walczącego po stronie Konfederacji), opiekuna zajazdu oraz jedyną w tym zestawieniu kobietę – Daisy Domergue – poszukiwana żywa lub martwa (cena: $ 10 000). To tytułowa ósemka. I wszystko w tym filmie byłoby może takie wzorcowe, gdyby za reżyserią i scenariuszem nie stał właśnie Tarantino.

Nienawistna_osemka2

Tak naprawdę, pod płaszczykiem westernu, dostajemy… dekonstrukcję gatunku oraz swego rodzaju rozliczenie z wojną secesyjną (czas akcji Nienawistnej ósemki to kilka lat po tej wojnie, w której większość bohaterów brała czynny udział po stronie Unii bądź Konfederacji). Ponadto akcja filmu rozwija się powoli, często przypominając raczej kryminalną opowieść w stylu Agathy Christie niż wartkie kino czysto rozrywkowe, by pod koniec zaserwować nam kino klasy B w jego czystej postaci. A wszystko to z dużą dawką przemocy oraz (niemal w tym samym czasie) specyficznego humoru Quentina Tarantino.

Osobiście się nie zawiodłam. Po raz kolejny zostałam zaproszona na wysmakowaną intelektualnie ucztę, do tego okraszoną muzyką Ennio Morricone (nominacja do Oscara) oraz pełnokrwistymi kreacjami aktorskimi. Poza tym Nienawistna ósemka to także po trochu powrót do korzeni samego reżysera. Jeżeli zatem, tak jak ja, zakochaliście się swego czasu we Wściekłych psach, to jestem więcej niż pewna, że i najnowsza produkcja Tarantino przypadnie wam do gustu.

Ocena: 4/5

Baśń dla dorosłych w dancingowym rytmie

Corki_dancingu

Musical + urban fantasy z elementami horroru = kupujesz ten świat albo nie.

Dwie młode syreny – Srebrna i Złota – przypływają Wisłą do Warszawy w połowie lat 80. Chcąc poznać miasto oraz świat ludzi przyłączają się do zespołu Figi i Daktyle grającego na dancingach w słynnej Adrii. Przed nami zaczyna się rozwijać miejska baśń o małej syrence w Warszawie. Nie zapominajmy jednak, że baśnie zwykle bywają okrutne. Córki dancingu nie są wyjątkiem.

Agnieszce Smoczyńskiej udało się połączyć różne gatunki filmowe, a polskiej produkcji przekroczyć pewne ramy nałożone na polskie kino przez dziesięciolecia.  Czytaj dalej

#1 Filmowy tydzień

Bloga zaczynam od pierwszego zestawienia mojego filmowego tygodnia, któremu towarzyszy krótkie podsumowanie każdego z obejrzanych przeze mnie filmów. Innymi słowy: przede wszystkim krótkie subiektywne ekspresje. W momencie, kiedy któryś z obejrzanych filmów wywrze na mnie wyjątkowe wrażenie, to zapewniam Was, że pojawi się tutaj jego pełna recenzja, a nie tylko to, co znajdziecie poniżej. Póki co mogę zdradzić, że właśnie jeden taki dłuższy tekst jest w przygotowaniu. 🙂 Czytaj dalej

1, 2, 3… Start!

Pomysł na to miejsce w sieci dojrzewał w mojej głowie przez parę lat. W międzyczasie zajmowałam się podróżami, wolontariatem oraz układaniem życia osobistego. Uwierzcie na słowo: mało czasu zostawało na to, by zasiąść na spokojnie przed komputerem! Ale w końcu czuję, że nadszedł czas na to, by zacząć pisać własne teksty, a także stworzyć dla siebie przestrzeń, w której będę mogła zapisywać wszystkie te rzeczy, które mnie pasjonują. Zdaję sobie sprawę, że będzie to istny miszmasz, stąd nazwa bloga „Madziowy Chaos”. W założeniu będzie o filmach, trochę o książkach, podróżach małych i dużych, a co jakiś czas może uda się zamieścić jakiś przepis. 🙂