Baśń dla dorosłych w dancingowym rytmie

Corki_dancingu

Musical + urban fantasy z elementami horroru = kupujesz ten świat albo nie.

Dwie młode syreny – Srebrna i Złota – przypływają Wisłą do Warszawy w połowie lat 80. Chcąc poznać miasto oraz świat ludzi przyłączają się do zespołu Figi i Daktyle grającego na dancingach w słynnej Adrii. Przed nami zaczyna się rozwijać miejska baśń o małej syrence w Warszawie. Nie zapominajmy jednak, że baśnie zwykle bywają okrutne. Córki dancingu nie są wyjątkiem.

Agnieszce Smoczyńskiej udało się połączyć różne gatunki filmowe, a polskiej produkcji przekroczyć pewne ramy nałożone na polskie kino przez dziesięciolecia. W ostatnim czasie podobne zabiegi widziałam jedynie w rodzimych produkcjach krótkometrażowych i niezwykle cieszy mnie, że w końcu powstał długi metraż, który podejmuje to wyzwanie, a do tego wychodzi z niego zwycięsko. Fabularnie Córki dancingu zaskakują, nie są sztampowe, są również odważne. Co poniektórych widzów może razić duża ilość nagości, która pojawia się w tym filmie, ale moim zdaniem jest ona usprawiedliwiona zarówno miejscem akcji (w czasach PRL-u żaden szanujący się dancing nie mógł obyć się bez pokazu striptizu), jak i mitycznymi stworzeniami, jakimi są syreny. Główną zaletą tego obrazu jest jego bezkompromisowość.

Corki1

Główne role w Córkach dancingu zostały rozdysponowane wśród aktorów młodego pokolenia. Na ekranie zobaczymy zatem Jakuba Gierszała (znanego z Sali samobójców czy Yumy), Martę Mazurek, Marcina Kowalczyka (Hardkor DiskoJesteś Bogiem) oraz Michalinę Olszańską, która swoją rolą Złotej szczególnie zapada w pamięć. Wśród obsady znalazło się również miejsce dla uznanych polskich aktorów, m.in. Kingi Preis, Zygmunta Malanowicza czy Romy Gąsiorowskiej. Najciekawsze role dostały jednak Magdalena Cielecka (wcielająca się w striptizerkę o pseudonimie Boskie Futro) oraz Katarzyna Herman (porucznik MO). Niemniej cały ten film jest pełen postaci charakterystycznych, nawet jeżeli pojawiają się one na ekranie przez zaledwie parę minut.

Za oprawę muzyczną filmu odpowiada zespół Ballady i Romanse. Przez ekran przewijają się zarówno stare przeboje w nowych aranżacjach, jak i autorskie piosenki zespołu. Kompozycje, mniej lub bardziej udane, wpasowują się w klimat tamtych czasów i są częścią narracji – jak na musical przystało. Niewątpliwie film jest szansą dla sióstr Wrońskich do pozyskania nowych fanów ich muzyki.

Jako wielbicielka musicali muszę przyznać, że na takie kino czekałam od lat. Już dawno żaden musical nie wbił mnie tak w fotel, nie mówiąc już o tym, że zupełnie nie spodziewałam się tego po polskiej produkcji. Nie dziwi mnie, że film Agnieszki Smoczyńskiej zakwalifikował się do konkursu na Festiwalu Filmowym w Sundance. Mimo że jego akcja rozgrywa się w stolicy Polski, to zdecydowanie jest mu bliżej do klimatu niezależnych amerykańskich musicali. Może dobrą wróżbą będzie moje skojarzenie z filmem Cal do szczęścia (Hedwig and the Angry Inch) z 2001 roku, który zdobył w Sundance nagrodę festiwalową (swoją drogą – mam nadzieję kiedyś poświęcić temu filmowi oddzielny wpis). Córki dancingu to pierwszy polski film obejrzany przeze mnie w tym roku i mam nadzieję, że jest dobrą prognozą na przyszłość.

Ocena: 4,5/5

P.S. Aha, a gdyby jeszcze kogoś dziwiły syreny w Warszawie, to warto sobie przypomnieć herb miasta oraz legendę o założeniu naszej stolicy: o Warsie (polskim rybaku) i Sawie (złotowłosej syrenie).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s