#5 Filmowy tydzień: „Mustang”; „Wydział 13”; „Pokój”; „Gang Wiewióra”

Ostatnio był u mnie sezon na różnorodność oraz, w przewadze, na kino raczej trudne, a także z różnych zakątków świata. Udało mi się przy tym obejrzeć dwa filmy, o których jeszcze całkiem niedawno było głośno za sprawą podejmowanych tematów oraz nagród przez nie zdobytych. Mowa o turecko-francuskim Mustangu oraz koprodukcji irlandzko-kanadyjskiej jaką jest film Pokój.

Mustang

Mustang

Mustang jest filmem o utraconej wolności: opowiada historię pięciu sióstr, które wskutek jednej  niewinnej (jak się okazuje – jedynie ich zdaniem) zabawy nad morzem wywołują lokalny skandal, a one same przeobrażają się nagle z dziewczynek w panny na wydaniu. W ich życie wkracza gwałtownie turecka tradycja i konserwatywne zasady, a znikają dostępne do tej pory przedmioty „niebezpiecznego” świata zachodu: komputery, komórki, dżinsy, t-shirty. W ich zastępstwie pojawiają się bure sukienki, a dom zapełnia się domowymi gospodyniami udzielającymi siostrom lekcji gotowania. Osaczone dziewczyny starają się na różne sposoby odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Obraz widziany przez nas na ekranie oscyluje między szarością a pastelami, zaś opowiadana historia między niewinnością a grzechem. Mustang zadaje przy tym wszystkim wiele pytań, ale daje mało odpowiedzi. Można przypuszczać, że właśnie to jest siłą tego filmu: skłania nas do refleksji nad współczesną Turcją, która jest pełna skrajności, a także do pytania, czy przedstawiona fabuła miałaby szansę potoczyć się inaczej, gdyby rodzice sióstr żyli oraz czy gdzieś istnieje szczęśliwe zakończenie dla którejkolwiek z przedstawionych bohaterek?

Film mnie zachwycił przede wszystkim zdjęciami. Pastelowe chwile radości złapane przez oko kamery w promieniach słońca… Przez moment i mi się zdawało, że czuję je na swojej skórze i jestem tam obok, a nie w ciemnej sali kinowej. Chwilę potem, w kontraście, widzimy ciemne pokoje, kraty w oknach i ciągle wzrastający mur. To robiło wrażenie i wywoływało emocje.

Niestety, fabularnie jest średnio. W Mustangu jest za dużo stereotypów oraz przewidywalności. Razi również tak wyraźne nawiązanie do Przekleństw niewinności  Sofii Coppoli (pięć sióstr złapanych w pułapkę rodzinnych tradycji) i choć historia toczy się zupełnie inaczej i jest pokazywana z innej perspektywy, to pozostaje pytanie: czy naprawdę nie można było obejść się bez tak wyraźnie podobnego zaczepienia fabuły, które samoistnie nasuwa porównywanie obu filmów?

Nie ulega wątpliwości, że Mustang jest filmem, który pomaga podjąć dyskusję o roli kobiety w Turcji: kraju, który z jednej strony stara się pokazać swoją europejskość i dążenie do zachodnich standardów, a z drugiej strony silnie rządzi nim tradycja, a małżeństwa zawierane przez nieletnie nadal stanowią 1/3 wszystkich zawieranych w tym kraju małżeństw. Niestety, w moim odczuciu Mustang jest jedynie dłuższą kampanią społeczną przeciwko takim małżeństwom (aranżowanym oraz zawieranym przez nieletnie), która ma uświadomić ten problem w krajach zachodnich. Obraz ratują jedynie zdjęcia pozwalając mu być czymś więcej.

Ocena:3/5

Wydział 13

Wydzial_13

Francuski film noir osadzony w paryskiej rzeczywistości, którą rządzą korupcja i przemoc. Obraz brutalny od samego początku. Głównym bohaterem jest policjant Mat (w tej roli Gérard Depardieu), który walczy z przestępczością za pomocą swoich (zwykle, oczywiście, kontrowersyjnych) metod. I choć Mat nie jest prywatnym detektywem, to nadal wokół niego kręci się wiele kobiet, które przyciąga swoją  prezencją i tajemniczością, a ulice miasta ukazywane są głównie nocą oraz skąpane w deszczu, dodatkowo podkreślając przygnębiającą atmosferę płynącą z ekranu.

Niestety, znając schemat filmów noir, mamy do czynienia z obrazem przewidywalnym niemal aż do bólu. Nic mnie nie zaskoczyło, a  klimat filmu, który był ciężki, zawiesisty i gęsty jak smoła – nużył. Trudno było dotrwać do końca.

Po Wydział 13 możecie sięgnąć jeżeli koniecznie chcecie zobaczyć, jak współczesne kino francuskie (nie)poradziło sobie z gatunkiem oraz jak wypadł Gerard Depardieu w roli twardziela.

Ocena:2,5/5

Pokój

Pokoj

Reżyser Lenny Abrahamson znów w formie, choć w diametralnie innej stylistyce niż w swoim ostatnim filmie – Franku. Pokój przedstawia historię pięcioletniego chłopca, który wraz z mamą żyje w miejscu zwanym przez nich Pokojem. Jack nawet nie ma pojęcia o tym, że poza Pokojem istnieje prawdziwy świat… Mamy tu do czynienia z przejmującym dramatem pokazanym widzowi oczami dziecka. Film wzbudza wiele emocji: ciekawość, strach, niepokój, obrzydzenie, nadzieję, bunt, smutek, złość, radość. Niejednokrotnie mieszają się one ze sobą.

Pokój to przerażająca, ale dobrze napisana historia (co nie dziwi, kiedy zobaczymy, że za scenariuszem stoi Emma Donoghue – uznana kanadyjsko-irlandzka pisarka). Seans nie należy do lekkich i na pewno czułam się po nim zmaltretowana psychicznie, gdyż cały czas miałam świadomość, że takie historie się zdarzają i gdzieś, może nawet niedaleko mnie, istnieje taki pokój. Tym samym jest to film ważny, a do tego bardzo dobrze zrealizowany.

Ponadto film przypomina nam także to, o czym jako dorośli tak często zapominamy: dzieci rozumieją bardzo dużo z tego, co się wokół nich dzieje, a także często, poprzez swoją odkrywczość, są od nas mądrzejsze i niemal od razu orientują się w sytuacji i wiedzą, kiedy dzieje się źle. Pozwalają również spojrzeć na wiele rzeczy na nowo, jeżeli choć na chwilę się zatrzymamy i ich wysłuchamy.

Na oklaski na stojąco zasługują Jacob Tremblay, który wcielił się w pięcioletniego Jacka, a także Brie Larson grająca jego mamę (w pełni zasłużony Oscar oraz Złoty Glob za tę rolę).

Zdecydowanie polecam Wam ten film, jeżeli jeszcze nie mieliście okazji się z nim zapoznać!

Ocena: 4/5

Gang Wiewióra

Gang_Wiewiora

Gang Wiewióra to animacja, po którą sięgnęłam, by przełamać choć na chwilę sezon ciężkich i raczej przygnębiających produkcji. Miało być coś lekkiego i w miarę zabawnego.

Przygodowa bajka rozgrywa się w świecie zwierząt żyjących w parku w wielkim mieście, a jej głównym bohaterem jest Surly (animację oglądałam w oryginalnej wersji językowej). Surly jest indywidualistą, który nie chce dostosować się do reguł ustalanych przez rządzącego w parku Racoona, przez co żyje poza społecznością parku. Na pierwszy rzut oka najważniejszy dla niego jest jego własny interes, przez co posiada tylko jednego wiernego przyjaciela – szczura Buddy’ego. Tymczasem wszystkim zwierzętom parku grozi głód, a zima nadchodzi (tak, tak, dokładnie: „Winter is coming”).

Gang Wiewióra jest w gruncie rzeczy familijną produkcją, jednak jedną z wielu. Nie wyróżnia się niczym specjalnym. Nie pomagają ani odwołania do Gry o Tron czy Angielskiej roboty, ani nawet uwielbiany tak przeze mnie głos Liama Neesona wcielającego się w postać Racoona. A jeżeli weźmiemy pod uwagę scenę, w której „prażone” orzeszki zamieniają się w popcorn(?!) to… jest słabo.

Czy warto zatem oglądać? Jeśli szukacie dobrej rozrywki – możecie sobie darować. Jeżeli szukacie inteligentnej animacji dla swojego dziecka – też. Obecnie można znaleźć tak duży zasób ciekawych, zabawnych i błyskotliwych animacji, że na Gang Wiewióra raczej szkoda tracić czas.

Ocena: 1,5/5

Polskie tęsknoty za wielkim musicalem

WszystkoGra

Jako wielbicielka musicali nie mogłam przegapić przedpremierowego pokazu #WszystkoGra z udziałem jego reżyserki Agnieszki Glińskiej, aktorów: Sebastiana Fabijańskiego i debiutującego na dużym ekranie Bartosza Żuchowskiego oraz Agustina Egurrolli – twórcy choreografii. Pokaz został zorganizowany w Multikinie Malta w Galerii Malta w Poznaniu.

Przed filmem zaprezentowały się tancerki z Egurrola Fitness Club, a na film zaprosili nas trener personalny (??) z tegoż klubu oraz reprezentant Multikina Malta informując, że spotkanie z aktorami oraz reżyserką odbędzie się zaraz po projekcji.

Bohaterkami #WszystkoGra są trzy kobiety: babcia Zosi (Stanisława Celińska), jej córka Roma (Kinga Preis) oraz Zosia (Eliza Rycembel). Mieszkają cały czas pod jednym dachem w pięknym domu na Żoliborzu i toczą ze sobą coś na kształt międzypokoleniowej wojny. Nic dziwnego, że Zośka nie może się już doczekać swojego wyjazdu na staż w Londynie. Niestety, sprawa się komplikuje. Na przeszkodzie jej planom staje eksmisja grożąca kobietom, jako że dom rzekomo prawnie do nich nie należy.

Gdzie w tym wszystkim miejsce na muzykę? Okazuje się, że jest go całkiem sporo. Piosenki Jonasza Kofty, Tomasza Lipińskiego, Agnieszki Osieckiej, Marka Grechuty czy Maanamu (i wielu, wielu innych) towarzyszą bohaterkom w codziennym życiu podkreślając emocje oraz zmiany w nich zachodzące. #WszystkoGra jest trochę o miłości, za którą wszyscy tęsknimy, o poszukiwaniu szczęścia poprzez wsłuchanie się w siebie, ale przede wszystkim o więzach rodzinnych i przyjaźni, które są niezmiernie ważne i należy je pielęgnować. Nie ma przy tym zbyt dużego przesłodzenia. Wszystko równoważy prawdziwy problem społeczny, który rozgrywa się aktualnie na arenie wielu miast Polski (również w Poznaniu): prywatni właściciele kamienic/gruntów oraz władze miasta sprzedają ziemię oraz lokale prywatnym inwestorom nie patrząc ani na społeczność zamieszkującą te tereny ani na realne potrzeby mieszkańców, którym naprawdę nie jest potrzebne kolejne centrum handlowe…

A zatem: czy debiutującej na dużym ekranie Agnieszce Glińskiej (uznanej reżyserce teatralnej) udało się stworzyć dobry musical? Moim zdaniem tak. Nowe aranżacje znanych piosenek są ciekawe, a niejednokrotnie bardzo dobre (co najmniej jedna jest nawet lepsza od oryginału). Za ten stan rzeczy odpowiedzialny jest młody kompozytor – Paweł Lucewicz (nie tak dawno stworzył muzykę do filmu Carte Blanche czy serialu Prokurator, a na gruncie teatralnym współpracował z takimi reżyserami jak Robert Gliński czy Jerzy Satanowski). Mogę Was tu zapewnić, że często będę wracała do ścieżki dźwiękowej z tego filmu oraz gorąco ją polecam. Co najbardziej istotne, wszyscy aktorzy zaangażowani do tej produkcji podołali głosowo, a największe brawa należą się Elizie Rycembel, po której nie spodziewałam się takiego głosu. Aktorsko też jest dobrze. Na pewno film dużo zyskał z obecności Stanisławy Celińskiej oraz Kingi Preis, które zawsze są klasą samą w sobie.

Oczywiście, nie obyło się bez potknięć. Przede wszystkim miejscami na ekranie panuje chaos. Zanim widz na dobre zorientuje się co się właśnie wydarzyło, nagle znajduje się w piosence i zastanawia się: ale jak? dlaczego? co ominąłem? Jest tego po prostu zbyt dużo. Co najmniej 3-4 utwory można było spokojnie wyciąć, gdyż nie wnosiły nic istotnego do fabuły, a generowały jedynie niepotrzebne zamieszanie (np. „Warszawa” czy „Ale wkoło jest wesoło”). Dziwi również brak piosenek powstałych po 1991 roku, mimo że obraz rozgrywa się współcześnie, a główną bohaterką jest dwudziestoparoletnia Zosia – trudno uwierzyć, by przez jej życie nie przewinęły się takie zespoły jak Hey, Wilki, Pidżama Porno czy, jeszcze bardziej aktualnie, Mela Koteluk bądź Monika Brodka. Poza tym, po projekcji, nie poczułam efektu „wow”. Film był dobry, ale nie było wielkich zaskoczeń, zabrakło mi też chociaż jednej sceny, która wbiłaby mnie w fotel, czy to za sprawą aranżacji czy choreografii.

Czy warto pójść na #WszystkoGra do kina? Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Jeżeli lubicie musicale oraz chcecie wpierać polskie kino gatunkowe, to tak. Dobrze by było, by przemysł filmowy w Polsce odebrał sygnał, że chcemy więcej takich filmów. Jednak z drugiej strony muszę z przykrością przyznać, że #WszystkoGra nie jest filmem, który dużo straci po przeniesieniu go na mały ekran. Może jedynie panoramiczne zdjęcia Warszawy na tym lekko ucierpią (za którymi stoi świetny polski operator – Paweł Edelman), bo jeżeli chodzi o choreografię to, niestety, szału nie ma.

Na spotkaniu po filmie nie pojawił się Agustin Egurrolla, a jego nieobecność nie została w żaden sposób usprawiedliwiona. Wszyscy zachowywali się tak, jakby tak właśnie miało być, tylko jeden fotel trochę raził pustką. Szkoda, gdyż wszyscy wiedzą, jak istotną rolę w musicalach odgrywa choreografia i byłoby ciekawą rzeczą usłyszeć o niej co nieco od jej twórcy. Niezapowiedzianym gościem na sali był natomiast Klaudiusz Frydrych – wiceprezes Scorpio Studio (producent filmu).

Dopiero podczas tej rozmowy, już po projekcji, dowiedziałam się, że pomysł na film wyszedł właśnie od producentów (model producencki znany nam z Hollywood), którzy po szkicowym zarysowaniu tego, co chcą osiągnąć, zaczęli kompletować zespół osób, które zrealizują ich projekt (napiszą scenariusz, wyreżyserują, wymyślą choreografię, zrobią zdjęcia, zagrają). Zebrano zatem ekipę, która podjęła się realizacji. Stąd wynika zapewne brak „dotyku” autorskiego w tym obrazie oraz włożonego weń serca. Ma się wręcz wrażenie, że wszyscy, którzy wzięli udział w urzeczywistnieniu tego pomysłu i przeniesieniu go na duży ekran, robili to z pewnym dystansem, odpowiedzialnością tylko za swoją część, przez co (paradoksalnie, patrząc na tytuł filmu) nie wszystko zgrywa się ze sobą. Jakże odmienne uczucie miałam przy Córkach dancingu! Zresztą, sama Agnieszka Smoczyńska nieraz w wywiadach potwierdzała, że film był realizowany przez niezwykle zaangażowaną grupę bliskich sobie osób.

Wracając do #WszystkoGra: jednym z zamierzeń Agnieszki Glińskiej było pokazanie poprzez film wiary, jaką pokłada w młodych i pokazanie, że młode pokolenie stać na wiele, a poważne kwestie społeczne są dla nich tak samo istotne, jak i dla ich rodziców czy dziadków. Myślę, że to znamienna myśl, zważywszy również na fakt, że film ten w głównej mierze należy do młodej aktorki – Elizy Rycembel – jednej z najlepiej zapowiadających się polskich aktorek (zaraz obok Michaliny Olszańskiej).

WszystkoGra1

fot. NEXT FILM

A na koniec, po spotkaniu, udało mi się jeszcze podejść do Pani Agnieszki i pogratulować jej dobrego filmu, gdyż naprawdę mnie cieszy, kiedy twórcy w Polsce sięgają po kino gatunkowe (dodatkowo: muzyka z #WszystkoGra będzie mi jeszcze długo towarzyszyła, co sprawia mi dużą radość).

Ocena3,5/5

I mała refleksja na koniec:pisząc ten wpis sama nie mogę uwierzyć, że trzeci polski film na którym byłam w tym roku w kinie jest musicalem, a zatem należy do ukochanego tak przeze mnie gatunku. Nigdy nie sądziłam, że dożyję takich czasów. 😉 I chociaż na razie jest dobrze, to zapala mi się czerwona lampka, gdyż przemysł filmowy w naszym kraju od wielu już lat kieruje się pewną zasadą: jak coś się sprzedaje, to dawajmy to widzom aż do przesytu. Komedie romantyczne? Świetnie! Kręcimy jedną za drugą, a to że większość z nich jest kalką filmów brytyjskich czy amerykańskich, to już nie ma znaczenia… Borys Szyc, Tomasz Karolak są na topie? Niech grają w każdej produkcji na dużym i na małym ekranie, aż zaczną wyskakiwać z lodówki w każdym domu (przy czym świat zapomni, że oni są naprawdę dobrymi aktorami). Smutne, ale prawdziwe. Mam tym samym nadzieję, że nie czeka nas nagły przypływ musicali kręconych nad Wisłą, tym bardziej że, niestety, tendencja jest spadkowa.