Polskie tęsknoty za wielkim musicalem

WszystkoGra

Jako wielbicielka musicali nie mogłam przegapić przedpremierowego pokazu #WszystkoGra z udziałem jego reżyserki Agnieszki Glińskiej, aktorów: Sebastiana Fabijańskiego i debiutującego na dużym ekranie Bartosza Żuchowskiego oraz Agustina Egurrolli – twórcy choreografii. Pokaz został zorganizowany w Multikinie Malta w Galerii Malta w Poznaniu.

Przed filmem zaprezentowały się tancerki z Egurrola Fitness Club, a na film zaprosili nas trener personalny (??) z tegoż klubu oraz reprezentant Multikina Malta informując, że spotkanie z aktorami oraz reżyserką odbędzie się zaraz po projekcji.

Bohaterkami #WszystkoGra są trzy kobiety: babcia Zosi (Stanisława Celińska), jej córka Roma (Kinga Preis) oraz Zosia (Eliza Rycembel). Mieszkają cały czas pod jednym dachem w pięknym domu na Żoliborzu i toczą ze sobą coś na kształt międzypokoleniowej wojny. Nic dziwnego, że Zośka nie może się już doczekać swojego wyjazdu na staż w Londynie. Niestety, sprawa się komplikuje. Na przeszkodzie jej planom staje eksmisja grożąca kobietom, jako że dom rzekomo prawnie do nich nie należy.

Gdzie w tym wszystkim miejsce na muzykę? Okazuje się, że jest go całkiem sporo. Piosenki Jonasza Kofty, Tomasza Lipińskiego, Agnieszki Osieckiej, Marka Grechuty czy Maanamu (i wielu, wielu innych) towarzyszą bohaterkom w codziennym życiu podkreślając emocje oraz zmiany w nich zachodzące. #WszystkoGra jest trochę o miłości, za którą wszyscy tęsknimy, o poszukiwaniu szczęścia poprzez wsłuchanie się w siebie, ale przede wszystkim o więzach rodzinnych i przyjaźni, które są niezmiernie ważne i należy je pielęgnować. Nie ma przy tym zbyt dużego przesłodzenia. Wszystko równoważy prawdziwy problem społeczny, który rozgrywa się aktualnie na arenie wielu miast Polski (również w Poznaniu): prywatni właściciele kamienic/gruntów oraz władze miasta sprzedają ziemię oraz lokale prywatnym inwestorom nie patrząc ani na społeczność zamieszkującą te tereny ani na realne potrzeby mieszkańców, którym naprawdę nie jest potrzebne kolejne centrum handlowe…

A zatem: czy debiutującej na dużym ekranie Agnieszce Glińskiej (uznanej reżyserce teatralnej) udało się stworzyć dobry musical? Moim zdaniem tak. Nowe aranżacje znanych piosenek są ciekawe, a niejednokrotnie bardzo dobre (co najmniej jedna jest nawet lepsza od oryginału). Za ten stan rzeczy odpowiedzialny jest młody kompozytor – Paweł Lucewicz (nie tak dawno stworzył muzykę do filmu Carte Blanche czy serialu Prokurator, a na gruncie teatralnym współpracował z takimi reżyserami jak Robert Gliński czy Jerzy Satanowski). Mogę Was tu zapewnić, że często będę wracała do ścieżki dźwiękowej z tego filmu oraz gorąco ją polecam. Co najbardziej istotne, wszyscy aktorzy zaangażowani do tej produkcji podołali głosowo, a największe brawa należą się Elizie Rycembel, po której nie spodziewałam się takiego głosu. Aktorsko też jest dobrze. Na pewno film dużo zyskał z obecności Stanisławy Celińskiej oraz Kingi Preis, które zawsze są klasą samą w sobie.

Oczywiście, nie obyło się bez potknięć. Przede wszystkim miejscami na ekranie panuje chaos. Zanim widz na dobre zorientuje się co się właśnie wydarzyło, nagle znajduje się w piosence i zastanawia się: ale jak? dlaczego? co ominąłem? Jest tego po prostu zbyt dużo. Co najmniej 3-4 utwory można było spokojnie wyciąć, gdyż nie wnosiły nic istotnego do fabuły, a generowały jedynie niepotrzebne zamieszanie (np. „Warszawa” czy „Ale wkoło jest wesoło”). Dziwi również brak piosenek powstałych po 1991 roku, mimo że obraz rozgrywa się współcześnie, a główną bohaterką jest dwudziestoparoletnia Zosia – trudno uwierzyć, by przez jej życie nie przewinęły się takie zespoły jak Hey, Wilki, Pidżama Porno czy, jeszcze bardziej aktualnie, Mela Koteluk bądź Monika Brodka. Poza tym, po projekcji, nie poczułam efektu „wow”. Film był dobry, ale nie było wielkich zaskoczeń, zabrakło mi też chociaż jednej sceny, która wbiłaby mnie w fotel, czy to za sprawą aranżacji czy choreografii.

Czy warto pójść na #WszystkoGra do kina? Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Jeżeli lubicie musicale oraz chcecie wpierać polskie kino gatunkowe, to tak. Dobrze by było, by przemysł filmowy w Polsce odebrał sygnał, że chcemy więcej takich filmów. Jednak z drugiej strony muszę z przykrością przyznać, że #WszystkoGra nie jest filmem, który dużo straci po przeniesieniu go na mały ekran. Może jedynie panoramiczne zdjęcia Warszawy na tym lekko ucierpią (za którymi stoi świetny polski operator – Paweł Edelman), bo jeżeli chodzi o choreografię to, niestety, szału nie ma.

Na spotkaniu po filmie nie pojawił się Agustin Egurrolla, a jego nieobecność nie została w żaden sposób usprawiedliwiona. Wszyscy zachowywali się tak, jakby tak właśnie miało być, tylko jeden fotel trochę raził pustką. Szkoda, gdyż wszyscy wiedzą, jak istotną rolę w musicalach odgrywa choreografia i byłoby ciekawą rzeczą usłyszeć o niej co nieco od jej twórcy. Niezapowiedzianym gościem na sali był natomiast Klaudiusz Frydrych – wiceprezes Scorpio Studio (producent filmu).

Dopiero podczas tej rozmowy, już po projekcji, dowiedziałam się, że pomysł na film wyszedł właśnie od producentów (model producencki znany nam z Hollywood), którzy po szkicowym zarysowaniu tego, co chcą osiągnąć, zaczęli kompletować zespół osób, które zrealizują ich projekt (napiszą scenariusz, wyreżyserują, wymyślą choreografię, zrobią zdjęcia, zagrają). Zebrano zatem ekipę, która podjęła się realizacji. Stąd wynika zapewne brak „dotyku” autorskiego w tym obrazie oraz włożonego weń serca. Ma się wręcz wrażenie, że wszyscy, którzy wzięli udział w urzeczywistnieniu tego pomysłu i przeniesieniu go na duży ekran, robili to z pewnym dystansem, odpowiedzialnością tylko za swoją część, przez co (paradoksalnie, patrząc na tytuł filmu) nie wszystko zgrywa się ze sobą. Jakże odmienne uczucie miałam przy Córkach dancingu! Zresztą, sama Agnieszka Smoczyńska nieraz w wywiadach potwierdzała, że film był realizowany przez niezwykle zaangażowaną grupę bliskich sobie osób.

Wracając do #WszystkoGra: jednym z zamierzeń Agnieszki Glińskiej było pokazanie poprzez film wiary, jaką pokłada w młodych i pokazanie, że młode pokolenie stać na wiele, a poważne kwestie społeczne są dla nich tak samo istotne, jak i dla ich rodziców czy dziadków. Myślę, że to znamienna myśl, zważywszy również na fakt, że film ten w głównej mierze należy do młodej aktorki – Elizy Rycembel – jednej z najlepiej zapowiadających się polskich aktorek (zaraz obok Michaliny Olszańskiej).

WszystkoGra1

fot. NEXT FILM

A na koniec, po spotkaniu, udało mi się jeszcze podejść do Pani Agnieszki i pogratulować jej dobrego filmu, gdyż naprawdę mnie cieszy, kiedy twórcy w Polsce sięgają po kino gatunkowe (dodatkowo: muzyka z #WszystkoGra będzie mi jeszcze długo towarzyszyła, co sprawia mi dużą radość).

Ocena3,5/5

I mała refleksja na koniec:pisząc ten wpis sama nie mogę uwierzyć, że trzeci polski film na którym byłam w tym roku w kinie jest musicalem, a zatem należy do ukochanego tak przeze mnie gatunku. Nigdy nie sądziłam, że dożyję takich czasów. 😉 I chociaż na razie jest dobrze, to zapala mi się czerwona lampka, gdyż przemysł filmowy w naszym kraju od wielu już lat kieruje się pewną zasadą: jak coś się sprzedaje, to dawajmy to widzom aż do przesytu. Komedie romantyczne? Świetnie! Kręcimy jedną za drugą, a to że większość z nich jest kalką filmów brytyjskich czy amerykańskich, to już nie ma znaczenia… Borys Szyc, Tomasz Karolak są na topie? Niech grają w każdej produkcji na dużym i na małym ekranie, aż zaczną wyskakiwać z lodówki w każdym domu (przy czym świat zapomni, że oni są naprawdę dobrymi aktorami). Smutne, ale prawdziwe. Mam tym samym nadzieję, że nie czeka nas nagły przypływ musicali kręconych nad Wisłą, tym bardziej że, niestety, tendencja jest spadkowa.

„Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy”

Excentrycy

Druga polska produkcja w tym roku i… znów strzał w dziesiątkę! Cudowne kino, trochę w starym stylu (ach, ten swing!), a równocześnie, miejscami, tak bardzo nadal aktualne.

Na Excentryków ostrzyłam sobie ząbki od daty ich premiery, ale jakoś ciągle nie było mi dane. Raz już nawet wybrałam się ze znajomą do kina, ale… zabrakło dla nas biletów na seans. Aż tu nagle dojrzałam, że w Nowym Kinie Pałacowym będzie pokaz filmu zwieńczony spotkaniem z reżyserem – panem Januszem Majewskim. To było to! Nie chciałam tego przegapić! Co prawda wydarzenie to miało miejsce miesiąc temu (14.03), ale dopiero teraz znalazłam chwilę, by je opisać, a sądzę, że naprawdę warto.

Sala kinowa była wypełniona po brzegi, a zasiadły na niej osoby w każdym niemalże wieku. Już samo to robiło wrażenie, budowało ciekawą atmosferę oraz pokazywało, że można w Polsce zrobić film, który przyciągnie do kina różne pokolenia. Pokaz filmowy poprzedzony był krótkim występem jazzowego tria, które spotkało się z pozytywnym odbiorem ze strony publiczności, a na film zaprosił nas sam reżyser.

Excentrycy przenoszą nas do końcówki lat 50. ubiegłego wieku, kiedy to (niespodziewanie) pewien polski puzonista – Fabian (Maciej Stuhr) – postanawia wrócić do Polski z powojennej emigracji w Anglii. Co dziwniejsze, Fabian wraca do ojczyzny na stałe i pragnie robić w niej to samo, co na zachodzie: grać amerykański jazz oraz śpiewać po… ANGIELSKU! Jak się okazuje, w Ciechocinku nie jest nawet tak trudno o muzyków-amatorów oraz piękne i utalentowane piosenkarki. Jedną z nich zostaje również umuzykalniona siostra Fabiana – Wanda (Sonia Bohosiewicz), a drugą tajemnicza femme fatale… tfu! nauczycielka angielskiego – Modesta (Natalia Rybicka), z którą wkrótce Fabiana połączy gorący romans.

Film Janusza Majewskiego, mimo że dzieje się w czasach PRL-u, ma nas przede wszystkim podnieść na duchu. Pokazuje, jak w nawet najbardziej szarej rzeczywistości, można znaleźć tytułową „słoneczną stronę ulicy”. Jest to coś, z czym nadal jako Polacy często mamy problem, i tym bardziej potrzeba nam właśnie takich produkcji. W Excentrykach ludzki dramat przeplata się z komedią, a proste życie z prawdziwą szpiegowską intrygą pokazując, że wszystko jest możliwe (a całości towarzyszy „cały ten jazz”).

Ponadto w Excentrykach występuje cała plejada najlepszych polskich aktorów. Maciej Stuhr i Natalia Rybicka tworzą na ekranie duet wyjęty prosto z amerykańskiego filmu złotej ery Hollywood (raz przychodzi nam na myśl musical, innym razem film noir). Czy można chcieć więcej…? Jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że partnerują im aktorzy rzadko ostatnio widywani na dużym ekranie, to naprawdę sięgamy kinofilskiego nieba. A są to: Wiktor Zborowski, Magdalena Zawadzka, Marian Opania, Wojciech Pszoniak czy Anna Dymna. Tu należy nadmienić, że ta ostatnia dwójka za swoje role drugoplanowe dostała najważniejsze  polskie nagrody filmowe – Orły. Podejrzewam, że całkiem zasłużenie, gdyż zarówno ekscentryczny stroiciel fortepianów  Felicjan Zuppe, jak i gderliwa Bayerowa to postacie, które na długo pozostają w pamięci widza.

Warstwa muzyczna Excentryków również bardzo mi się podobała. Czuć było jej integralność z fabułą, a także to, jak ta „ekscentryczność” była potrzebna samym bohaterom (czasem, jak w przypadku Wandy, była nawet niezbędna do tego, by żyć). W filmie usłyszycie między innymi takie amerykańskie standardy jak tytułowe On the Sunny Side of the Street czy I’ve Got You Under My Skin.

Szczerze Wam ten film polecam i jestem przekonana, że w niejednym momencie Was rozbawi oraz podniesie na duchu.

Chciałabym teraz wrócić jeszcze do spotkania z reżyserem, panem Januszem Majewskim, które miało miejsce po projekcji Excentryków.

Pan Janusz opowiadał na nim zarówno o kulisach powstawania filmu, jak i co nieco o sobie oraz swojej drodze do zostania reżyserem. Jeżeli chodzi o to pierwsze, to opowiadał o tym jak wybierał (na jakiej podstawie) aktorów grających pierwszoplanowe role, o tym, który fragment filmu pochodzi z jego własnego życia i nie znajdziemy go w książce Włodzimierza Kowalewskiego (nadstawcie uszu jak Fabian opowiada Modeście o pewnej piwnicy w Nowym Jorku), a także o tym, że jest nakręcona dłuższa wersja filmu w postaci czteroodcinkowego mini-serialu (dłuższa o godzinę), w której pewne wątki poszczególnych postaci są poszerzone. Niestety, na razie jeszcze nie ma oficjalnych informacji, która stacja i kiedy serial wyemituje (pan Majewski wysnuł jedynie przypuszczenie, że może na jesień pojawi się on na srebrnym ekranie).

IMG_20160314_210503

Jeżeli zaś chodzi o bardziej prywatne wątki, to dowiedzieliśmy się na przykład jak pan Janusz „podstępem” wykorzystał swoje wcześniejsze studia architektoniczne do dostania się do łódzkiej filmówki (wpadł na pomysł zaprojektowania profesjonalnego studia filmowego, dzięki czemu mógł „wniknąć” w świat uczelni przed egzaminami wstępnymi). Na pytanie zaś, jaki wpływ na niego oraz jego filmy miała jego żona – Zofia Nasierowska (polska fotograficzka) – pan Janusz odpowiedział dowcipnie, że jeżeli chodzi o niego to głównie kulinarny, gdyż wspaniale gotowała. Niemniej, nie ukrywał podziwu dla jej talentu oraz umiejętności wydobywania piękna z nawet mniej urodziwych (na pierwszy rzut oka) aktorek (to dzięki zdjęciu autorstwa pani Zofii jedna z polskich aktorek otrzymała jednak angaż w jego filmie, choć początkowo ją odrzucił).

Podsumowując, wieczór zafundowany przez CK Zamek był bardzo udany, a pan Janusz okazał się wspaniałym człowiekiem, który jest skarbnicą niezliczonej ilości anegdot o polskim światku filmowym. I na koniec: jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zobaczyć Excentryków, to koniecznie nadróbcie tę zaległość!

Ocena:4,5

Baśń dla dorosłych w dancingowym rytmie

Corki_dancingu

Musical + urban fantasy z elementami horroru = kupujesz ten świat albo nie.

Dwie młode syreny – Srebrna i Złota – przypływają Wisłą do Warszawy w połowie lat 80. Chcąc poznać miasto oraz świat ludzi przyłączają się do zespołu Figi i Daktyle grającego na dancingach w słynnej Adrii. Przed nami zaczyna się rozwijać miejska baśń o małej syrence w Warszawie. Nie zapominajmy jednak, że baśnie zwykle bywają okrutne. Córki dancingu nie są wyjątkiem.

Agnieszce Smoczyńskiej udało się połączyć różne gatunki filmowe, a polskiej produkcji przekroczyć pewne ramy nałożone na polskie kino przez dziesięciolecia.  Czytaj dalej